Artykuł pochodzi z portalu 4lomza.pl
- Źle na starość żyć samemu. Nie ma do kogo ust otworzyć... – żalił się w Łomży stolarz Dżepetto z Włoch. Dobrze, że miał na przekór samotności pomysł, by z kawałka drewna wyrzeźbić pajacyka, o którego przygodach dowiedział się cały kulturalny świat w Europie, Ameryce i Japonii, a może też na antypodach. Łomżyński Gepetto ma sympatyczne oblicze i ciepły głos Piotra Rodaka, natomiast niesforny Pinokio zyskał piskliwy głosik i energię, jaką ma Sylvia Polivkova. Przez 70 minut dzieci w Teatrze Lalki i Aktora z zainteresowaniem i skupieniu poznawały przygody Odyseusza z drewna.
Pinokio stał się w literaturze, sztuce, popkulturze synonimem krnąbrnej i rozleniwionej, ale naiwnej niedojrzałości dziecka, w której kłamstwo, krętactwo, oszustwo są na porządku dziennym. Synonim Pinokia – bohatera wizualnie plastycznego, więc i rozpoznawalnego - to spiczasta czapeczka, oczka jak węgielki, krótkie spodenki na szelkach, zawadiacki uśmiech. Pinokio wystawiony jest na liczne, podstępne czyny nikczemnych postaci: to chytra, przebiegła, despotyczna Lisica (Julia Sacharczuk) i cwany, dwulicowy, egoistyczny Kot (Tomasz B. Rynkowski). W spektaklu reżyser posłużył się z naturalną wprawą konwencją teatru w teatrze. Oglądamy na scenie epizody sceniczne, jak występy trupy aktorskiej z lalkami drewnianymi: Kolombina (Julia Sacharczuk) i Arlekin (Rafał Swaczyna) „rozpoznają” Pinokia, ze względu na drewnianą proweniencję, gdyż przybywają z przedstawieniem galowym. Znakomicie kreuje dyrektora teatru wędrownego i później cyrku Miłosz Cieślik, zwany Ogniojadem (może to połykacz ognia?), dzięki któremu czujemy, czym jest przemoc przełożonych.
Demoniczny Gospodarz (Rafał Swaczyna) wyglądał jak czarny potwór w narzucie czarnoksiężnika. Uprawiał sad jabłoni i hodował kury, jednak potrafił okazać serce Pinokiowi: za skradzione jabłko uwięził na łańcuchu, by przy kurniku warował dzień i noc, ale po spełnionym zadaniu szczekaniem na złodziei przez chłopca z drewna zwrócił małemu więźniowi wolność, czym pozytywnie zdumiał.
„Droga do człowieczeństwa jest trudna”
Scenografia Evy Farkaśovej pławiła się w czerwieniach i granatach, czemu sprzyjało oświetlenie, a melodyjna muzyka Bogdana E. Szczepańskiego raz nastrojowo to łagodniała w scenach samotnych rozmyślań Dżepetta, innym razem towarzyszyła harcom a la commedia dell'arte (maski Arlekina i Kolombiny), a kiedy indziej jak w thrillerze potęgowała groźnie napięcia, czemu z zapartym tchem przyglądała się dziecięca widownia, spontanicznie komentując wydarzenia na scenie, odpowiadając na pytania bohaterów i udzielając wskazówek postaciom, co dzieje się za ich plecami. W sali Teatru w Łomży dzieci zachowały się o niebo kulturalniej, niż posłowie w sali Sejmu RP. Może dlatego, że nie nabrały złych narowów i mają lepsze wzorce do naśladowania w rodzinnych domach. „Pinokio” przez tętniący przygodami i biciem serca czas uzmysłowił, że światem rządzi nie tylko pieniądz, ale i dobroć, szczerość, życzliwość, bezinteresowność, miłość... - Droga do człowieczeństwa jest trudna – mówi reżyser Jarosław Antoniuk, autor adaptacji i „Pinokia”, którego przed 18 laty stworzył także w Teatrze Pozoriste Lutaka (Mostar, Bośnia i Hercegowina) i Teatrze Rabcio w Rabce. To twórca aż ponad 50 sztuk (w tym klasycznych jak „Czerwony Kapturek”, „Calineczka”, „Szczęśliwy Książę”, „Proces”). Człowiekiem każdy staje się indywidualnie na drodze dorastania: do odpowiedzialności za decyzje i czyny, w dążeniu do prawdy i unikaniu kłamstwa, przez życie w aurze szczerej miłości.
„Warto grzecznym być, dobry przykład wziąć i brać”
Prawdy moralne, wskazówki życiowe, przykłady właściwego postępowania spodobały się Dorocie Wysmułek, która przeżywała perypetie Pinokia z 5-letnią wnuczką Marysią. Dziewczynce po 110 minutach na kolanach u babci sztuka spodobała się tak bardzo, że wyraziła chęć powrotu do teatru. Dziecko mogło nie wiedzieć, że Pinokio z Włoch dojrzewał duchowo, intelektualnie, społecznie na scenie i w wyobraźni widzów, w miarę rozwijania się akcji. Ale Marysia obserwowała zachowania postaci uważnie i mogła rozumieć, co przewijało się we frazach dialogów, że warto być grzecznym, a dobry przykład wziąć i brać. Dżepetto i Wróżka to mądrość i doświadczenie rodziców i dziadków. W dzieciństwie i młodości lepiej zaufać dorosłym, niż własnemu nosowi, aby nie rósł jak ośle uszy.
Piotr Rodak przed proscenium i na scenie
W roli stolarza Dżepetto wystąpił Piotr Rodak, 38-letni absolwent wydziału dramatycznego PWST we Wrocławiu. Na swój spektakl dyplomowy w 2012 r. zaprosił aktora Roberta Gonerę - znanego z filmu „Dług” i serialu „M jak Miłość” oraz wywiadu, w którym stwierdził, że aktorstwo to wieczna podróż. Taka idea podróżowania między miastami: w poszukiwaniu spełnienia twórczego i rozwoju osobowości stała się w życiu Piotra Rodaka faktem. Chłopak z Zagłębia Śląsko – Dąbrowskiego w Sosnowcu jako 16-latek po spektaklach podchodził do proscenium i lekko dłonią uderzał w scenę, powtarzając sobie w duchu: „Będziesz kiedyś moja”. Marzenie spełniał, np., zdobywając nagrodę z zespołem PWST na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi za spektakl „Historia o Miłosiernej, czyli testament psa”, gdzie wcielił się w rolę piekarza. Zdolny absolwent gimnazjum i LO w Będzinie, ze stażem 6 lat na scenie w Czeskim Cieszynie i Teatrze Nowy Sącz czekał 2 lata na miejsce aktorskie w łomżyńskim Teatrze, gdzie występuje od miesiąca. Starożytną maksymę Horacego „Carpe diem” - „Ciesz się dniem” uważa za motto w swoim życiu. Aktor z Zagłębia ma powody cieszyć się, że w Łomży spotkał profesjonalny, życzliwy i pomocny Zespół TLiA oraz wierną, dziecięcą publiczność.




