Pinokio nauczył się mówić prawdę w Łomży!

Artykuł pochodzi z portalu 4lomza.pl

- Źle na starość żyć samemu. Nie ma do kogo ust otworzyć... – żalił się w Łomży stolarz Dżepetto z Włoch. Dobrze, że miał na przekór samotności pomysł, by z kawałka drewna wyrzeźbić pajacyka, o którego przygodach dowiedział się cały kulturalny świat w Europie, Ameryce i Japonii, a może też na antypodach. Łomżyński Gepetto ma sympatyczne oblicze i ciepły głos Piotra Rodaka, natomiast niesforny Pinokio zyskał piskliwy głosik i energię, jaką ma Sylvia Polivkova. Przez 70 minut dzieci w Teatrze Lalki i Aktora z zainteresowaniem i skupieniu poznawały przygody Odyseusza z drewna.

Bohaterowie powieści z 1883 r. pt. „Le avventure di Pinocchio” -  „Przygody Piokia”, którą napisał Carlo Collodi (1826 – 1890) z Florencji, mimo upływu 143 lat w ogóle się nie postarzeli. Opowieść o samotnej starości stolarza, tęskniącego do syna, i rozlicznych wybrykach nierozważnego pajacyka / chłopczyka zaadaptował na potrzeby teatru Jarosław Antoniuk, który wznowił sztukę po premierze z 2011 r. W słoneczny i mroźny czwartek, 22. stycznia 2026 r. wydarzenia na scenie TLiA toczą się wartko, dialogi nie są przegadane, a zaskakujące zwroty akcji zdumiewają dziecięcą publiczność w wieku od około 5 lat do około 10. Tutaj szybko i w skrócie przypominamy akcję: Dżepetto stworzył z drewna pajacyka, którego ożywiła dobra (jak kochająca matka) Wróżka, zjawiając się w ważnych dla losów drewnianej lalki / chłopca momentach. Wielkodusznej, cierpliwej, wyrozumiałej jak anioł stróż postaci nadała rysy matczyno-anielskie Beata Antoniuk. W czarowny, tajemny sposób ożywiła drewnianą figurę, wstawiając do piersi pajaca bijące serce i udzielając mu rad, upomnień, pociechy. Dramaturgia opierała się na tym, że Pinokio nie słuchał ojczulka Dżepetto ani opiekuńczej Wróżki. Wolał wędrować tam, gdzie nakierują go napotkane postacie, zamiast do szkoły czy z powrotem do domu, gdzie czeka nań stary Dżepetto. Jednak w kreacji Piotra Rodaka stolarz wydał mi się nie tyle wiekowy, co sterany życiem, przygnębiony ciągłą biedą i samotnością. Bez pieniędzy i bez miłości.
 
Pinokio na drodze nikczemnych postaci

Pinokio stał się w literaturze, sztuce, popkulturze synonimem krnąbrnej i rozleniwionej, ale naiwnej niedojrzałości dziecka, w której kłamstwo, krętactwo, oszustwo są na porządku dziennym. Synonim Pinokia – bohatera wizualnie plastycznego, więc i rozpoznawalnego - to spiczasta czapeczka, oczka jak węgielki, krótkie spodenki na szelkach, zawadiacki uśmiech. Pinokio wystawiony jest na liczne, podstępne czyny nikczemnych postaci: to chytra, przebiegła, despotyczna Lisica (Julia Sacharczuk) i cwany, dwulicowy, egoistyczny Kot (Tomasz B. Rynkowski). W spektaklu reżyser posłużył się z naturalną wprawą konwencją teatru w teatrze. Oglądamy na scenie epizody sceniczne, jak występy trupy aktorskiej z lalkami drewnianymi: Kolombina (Julia Sacharczuk) i Arlekin (Rafał Swaczyna) „rozpoznają” Pinokia, ze względu na drewnianą proweniencję, gdyż przybywają z przedstawieniem galowym. Znakomicie kreuje dyrektora teatru wędrownego i później cyrku Miłosz Cieślik, zwany Ogniojadem (może to połykacz ognia?), dzięki któremu czujemy, czym jest przemoc przełożonych.

Demoniczny Gospodarz (Rafał Swaczyna) wyglądał jak czarny potwór w narzucie czarnoksiężnika. Uprawiał sad jabłoni i hodował kury, jednak potrafił okazać serce Pinokiowi: za skradzione jabłko uwięził na łańcuchu, by przy kurniku warował dzień i noc, ale po spełnionym zadaniu szczekaniem na złodziei przez chłopca z drewna zwrócił małemu więźniowi wolność, czym pozytywnie zdumiał. 

„Droga do człowieczeństwa jest trudna” 

Scenografia Evy Farkaśovej pławiła się w czerwieniach i granatach, czemu sprzyjało oświetlenie, a melodyjna muzyka Bogdana E. Szczepańskiego raz nastrojowo  to łagodniała w scenach samotnych rozmyślań Dżepetta, innym razem towarzyszyła harcom a la commedia dell'arte (maski Arlekina i Kolombiny), a kiedy indziej jak w thrillerze potęgowała groźnie napięcia, czemu z zapartym tchem przyglądała się dziecięca widownia, spontanicznie komentując wydarzenia na scenie, odpowiadając  na pytania bohaterów i udzielając wskazówek postaciom, co dzieje się za ich plecami. W sali Teatru w Łomży dzieci zachowały się o niebo kulturalniej, niż posłowie w sali Sejmu RP. Może dlatego, że nie nabrały złych narowów i mają lepsze wzorce do naśladowania w rodzinnych domach. „Pinokio” przez tętniący przygodami i biciem serca czas uzmysłowił, że światem rządzi nie tylko pieniądz, ale i dobroć, szczerość, życzliwość, bezinteresowność, miłość... - Droga do człowieczeństwa jest trudna – mówi reżyser Jarosław Antoniuk, autor adaptacji i „Pinokia”, którego przed 18 laty stworzył także w Teatrze Pozoriste Lutaka (Mostar, Bośnia i Hercegowina) i Teatrze Rabcio w Rabce. To twórca aż ponad 50 sztuk (w tym klasycznych jak „Czerwony Kapturek”, „Calineczka”, „Szczęśliwy Książę”, „Proces”). Człowiekiem każdy staje się indywidualnie na drodze dorastania: do odpowiedzialności za decyzje i czyny, w dążeniu do prawdy i unikaniu kłamstwa, przez życie w aurze szczerej miłości.

„Warto grzecznym być, dobry przykład wziąć i brać”

Prawdy moralne, wskazówki życiowe, przykłady właściwego postępowania spodobały się Dorocie Wysmułek, która przeżywała perypetie Pinokia z 5-letnią wnuczką Marysią. Dziewczynce po 110 minutach na kolanach u babci sztuka spodobała się tak bardzo, że wyraziła chęć powrotu do teatru. Dziecko mogło nie wiedzieć, że Pinokio z Włoch dojrzewał duchowo, intelektualnie, społecznie na scenie i w wyobraźni widzów, w miarę rozwijania się akcji. Ale Marysia obserwowała zachowania postaci uważnie i mogła rozumieć, co przewijało się we frazach dialogów, że warto być grzecznym, a dobry przykład wziąć i brać. Dżepetto i Wróżka to mądrość i doświadczenie rodziców i dziadków. W dzieciństwie i młodości lepiej zaufać dorosłym, niż własnemu nosowi, aby nie rósł jak ośle uszy. 

Piotr Rodak przed proscenium i na scenie 

W roli stolarza Dżepetto wystąpił Piotr Rodak, 38-letni absolwent wydziału dramatycznego PWST we Wrocławiu. Na swój spektakl dyplomowy w 2012 r. zaprosił aktora Roberta Gonerę - znanego z filmu „Dług” i serialu „M jak Miłość” oraz wywiadu, w którym stwierdził, że aktorstwo to wieczna podróż. Taka idea podróżowania między miastami: w poszukiwaniu spełnienia twórczego i rozwoju osobowości stała się w życiu Piotra Rodaka faktem. Chłopak z Zagłębia Śląsko – Dąbrowskiego w Sosnowcu jako 16-latek po spektaklach podchodził do proscenium i lekko dłonią uderzał w scenę, powtarzając sobie w duchu: „Będziesz kiedyś moja”. Marzenie spełniał, np., zdobywając nagrodę z zespołem PWST na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi za spektakl „Historia o Miłosiernej, czyli testament psa”, gdzie wcielił się w rolę piekarza. Zdolny absolwent gimnazjum i LO w Będzinie, ze stażem 6 lat na scenie w Czeskim Cieszynie i Teatrze Nowy Sącz czekał 2 lata na miejsce aktorskie w łomżyńskim Teatrze, gdzie występuje od miesiąca. Starożytną maksymę Horacego „Carpe diem” - „Ciesz się dniem” uważa za motto w swoim życiu. Aktor z Zagłębia ma powody cieszyć się, że w Łomży spotkał profesjonalny, życzliwy i pomocny Zespół TLiA oraz wierną, dziecięcą publiczność.

Mirosław R. Derewońko

23.1.2026